Wąskie gardło w firmie – jak znaleźć miejsce, które blokuje cały proces?
Gdy praca zaczyna się piętrzyć, terminy przesuwać, a lista zadań zamiast maleć ciągle rośnie, łatwo uznać, że problemem jest brak czasu, za mały zespół albo po prostu zbyt dużo zleceń. Właściciel widzi opóźnienia i zaczyna szukać sposobów na przyspieszenie pracy. Wprowadza nowe narzędzia, zatrudnia kolejne osoby, zmienia procedury albo próbuje zwiększyć produktywność całego zespołu. Tymczasem problem często znajduje się tylko w jednym miejscu procesu.
To właśnie wąskie gardło, czyli etap, którego przepustowość jest mniejsza niż zapotrzebowanie całego systemu. Jeżeli przez ten punkt może przejść określona liczba zadań, zwiększenie wydajności pozostałych etapów nie sprawi, że firma jako całość zacznie działać szybciej. Może natomiast doprowadzić do jeszcze większego nagromadzenia pracy przed ograniczeniem.
Koncepcja ta jest jednym z najważniejszych elementów teorii ograniczeń, rozwijanej przez Eliyahu M. Goldratta i przedstawionej w jego książce „Cel”. Choć historia opisana w książce dotyczy przede wszystkim zakładu produkcyjnego, sposób myślenia Goldratta można zastosować praktycznie w każdej organizacji, również w firmach usługowych, handlowych czy niewielkich biznesach.
Czym właściwie jest wąskie gardło?
Najłatwiej wyobrazić sobie proces jako drogę składającą się z kilku kolejnych etapów. Każdy z nich ma określoną przepustowość. Jeden pracownik może przygotować dziesięć ofert dziennie, drugi może zweryfikować tylko cztery, a kolejna osoba jest w stanie wysłać osiem gotowych ofert. W takiej sytuacji możliwości całego procesu nie wynoszą dziesięciu ani ośmiu ofert dziennie. Wynoszą cztery.
Osoba odpowiedzialna za weryfikację staje się ograniczeniem całego systemu. Nawet jeśli pierwszy pracownik zwiększy swoją wydajność i zacznie przygotowywać piętnaście ofert dziennie, firma nadal będzie w stanie sprawdzić tylko cztery. Efektem dodatkowej pracy będzie rosnąca kolejka oczekujących dokumentów, a nie większa liczba zakończonych procesów.
To jedna z najważniejszych zmian w sposobie patrzenia na efektywność firmy. Nie chodzi o to, żeby każdy pracownik i każdy etap procesu działał maksymalnie szybko. Liczy się przede wszystkim to, ile firma jako całość jest w stanie skutecznie dostarczyć klientowi.
Dlaczego poprawianie wszystkiego naraz nie działa?
Często zakłada się, że poprawa efektywności każdego działu automatycznie poprawia efektywność całej organizacji. Z perspektywy teorii ograniczeń nie zawsze jest to prawdą.
Wyobraźmy sobie firmę realizującą zamówienia internetowe. Dział sprzedaży może zwiększyć liczbę zamówień o 30 procent, magazyn może pracować bardzo sprawnie, ale jeśli pakowanie przesyłek jest w stanie obsłużyć tylko 100 paczek dziennie, firma nadal nie wyśle więcej niż około 100 paczek. Zwiększenie liczby zamówień bez zwiększenia możliwości ograniczenia może wręcz pogorszyć sytuację. Przed etapem pakowania zacznie gromadzić się coraz więcej pracy, wydłuży się czas realizacji zamówień, a klienci zaczną pytać o opóźnienia.
Podobny mechanizm działa w firmach usługowych. Agencja marketingowa może pozyskiwać wielu klientów, ale jeżeli wszystkie strategie przed wysłaniem muszą zostać zaakceptowane przez właściciela, który nie ma na to wystarczająco dużo czasu, to właśnie właściciel może stać się wąskim gardłem. Problemem nie jest wtedy brak klientów ani niewystarczająca produktywność pracowników. Problemem jest etap akceptacji.
Dlatego optymalizowanie procesu powinno zaczynać się od pytania: co rzeczywiście ogranicza wynik całego systemu?
Jak rozpoznać wąskie gardło w firmie?
Wąskie gardło bardzo często można zauważyć, obserwując miejsca, w których regularnie tworzą się kolejki. Mogą to być zadania czekające na akceptację, projekty oczekujące na wykonanie przez konkretną osobę, klienci czekający na odpowiedź, dokumenty wymagające podpisu albo zamówienia zatrzymujące się na jednym etapie realizacji.
Warto przy tym uważać na najbardziej widoczne problemy. Miejsce, w którym pojawia się opóźnienie, nie zawsze jest źródłem problemu. Jeżeli klient otrzymuje projekt trzy dni po terminie, łatwo uznać, że problemem jest osoba przygotowująca projekt. Tymczasem może się okazać, że przez dwa dni czekała ona na materiały od innego działu. Widoczny problem pojawia się na końcu procesu, ale jego prawdziwa przyczyna znajduje się znacznie wcześniej.
Dobrym sposobem jest rozpisanie całego procesu od początku do końca. Jeżeli analizujemy realizację zlecenia, warto sprawdzić, co dzieje się od momentu pierwszego kontaktu klienta aż do zakończenia usługi i wystawienia faktury. Przy każdym etapie można określić, ile zadań do niego trafia, ile może zostać obsłużonych oraz jak długo zadania czekają na przejście dalej.
Miejsce, przed którym regularnie gromadzi się największa kolejka, powinno zwrócić szczególną uwagę.
Wąskim gardłem może być człowiek
W małych firmach ograniczeniem bardzo często okazuje się właściciel. Dzieje się tak szczególnie wtedy, gdy przez jedną osobę musi przejść większość ważniejszych decyzji. Właściciel akceptuje oferty, sprawdza projekty, odpowiada na trudniejsze wiadomości, zatwierdza publikacje, rozwiązuje problemy klientów i podejmuje decyzje finansowe.
Początkowo taki model może działać bardzo dobrze. Kiedy firma jest niewielka, właściciel rzeczywiście może kontrolować większość procesów. Problem pojawia się wraz ze wzrostem organizacji. Liczba zadań rośnie, natomiast doba właściciela nadal ma tyle samo godzin.
W pewnym momencie pracownicy zaczynają czekać na decyzje. Projekty są gotowe, ale nie można ich wysłać. Oferta została przygotowana, ale wymaga zatwierdzenia. Klient czeka na odpowiedź, ponieważ tylko właściciel może podjąć konkretną decyzję. Zespół może mieć wolne moce przerobowe, a mimo to realizacja usług zaczyna się wydłużać.
W takiej sytuacji zatrudnienie kolejnej osoby do zespołu wykonawczego może niewiele zmienić. Najpierw trzeba zwiększyć przepustowość miejsca, które już teraz ogranicza cały proces.
Ograniczeniem nie zawsze jest brak ludzi
Wąskim gardłem może być pracownik, maszyna albo konkretne stanowisko, ale równie dobrze może nim być procedura. Przykładem może być konieczność ręcznego przepisywania danych pomiędzy systemami, wieloetapowa akceptacja prostych decyzji albo sposób przygotowywania dokumentów wymagający wykonywania tych samych czynności kilka razy.
Ograniczeniem może być również brak informacji. Jeżeli realizacja zlecenia nie może ruszyć, dopóki klient nie dostarczy kompletu materiałów, warto zastanowić się, czy problem rzeczywiście leży po stronie klienta. Być może firma nie ma jasnego procesu zbierania informacji, nie wysyła checklisty albo dopiero po rozpoczęciu pracy okazuje się, że brakuje kolejnych danych.
Dlatego szukając wąskiego gardła, nie należy ograniczać się do pytania „kto pracuje za wolno?”. Znacznie lepsze pytanie brzmi: „co sprawia, że zadanie nie może przejść do następnego etapu?”
Co zrobić, kiedy znajdziemy ograniczenie?
Goldratt proponuje podejście, w którym najpierw identyfikuje się ograniczenie systemu, a następnie maksymalnie wykorzystuje jego obecną przepustowość. Dopiero później należy rozważyć zwiększenie możliwości tego miejsca.
Jeżeli ograniczeniem jest specjalista wykonujący najbardziej wymagającą część usługi, nie warto zajmować jego czasu czynnościami, które może wykonać ktoś inny. Przygotowywanie dokumentów, umawianie spotkań, przepisywanie danych czy odpowiadanie na standardowe wiadomości mogą zostać przekazane innym osobom lub zautomatyzowane. Czas specjalisty powinien być chroniony przede wszystkim dla zadań, których rzeczywiście nie można wykonać bez niego.
Podobnie jest z właścicielem firmy. Jeżeli jest jedyną osobą mogącą zatwierdzić wszystkie materiały, warto sprawdzić, czy każda decyzja naprawdę wymaga jego udziału. Część z nich można delegować, dla innych można stworzyć jasne kryteria akceptacji, a jeszcze inne można całkowicie usunąć z procesu.
Dopiero gdy obecne możliwości ograniczenia są dobrze wykorzystane, warto inwestować w zwiększenie jego przepustowości. Może to oznaczać zatrudnienie dodatkowej osoby, zakup sprzętu, wdrożenie automatyzacji albo zmianę organizacji pracy.
Nie pozwól, żeby inne etapy produkowały kolejne problemy
Jednym z ciekawszych wniosków wynikających z teorii ograniczeń jest to, że maksymalne wykorzystanie każdego zasobu nie musi być korzystne dla firmy. Jeżeli jeden etap może obsłużyć 50 zadań dziennie, a następny tylko 20, wykonywanie wszystkich 50 nie zwiększa wyniku systemu. Powoduje jedynie powstawanie kolejki.
W praktyce oznacza to konieczność dostosowania pozostałych etapów procesu do możliwości ograniczenia. Zamiast koncentrować się na tym, czy każdy pracownik jest zajęty przez sto procent czasu, warto obserwować przepływ pracy przez całą organizację. To podejście może być początkowo nieintuicyjne. W tradycyjnym myśleniu wolna chwila pracownika wygląda jak marnowanie zasobów. Z perspektywy całego systemu znacznie większym marnotrawstwem może być jednak tworzenie pracy, której kolejny etap nie jest w stanie obsłużyć.
Prosty sposób na znalezienie wąskiego gardła
Analizę można rozpocząć bez skomplikowanych narzędzi. Wystarczy wybrać jeden ważny proces w firmie i rozpisać wszystkie jego etapy. Może to być obsługa klienta, realizacja zamówienia, przygotowanie produktu, tworzenie oferty albo publikacja materiałów marketingowych. Następnie warto sprawdzić, ile czasu zajmuje każdy etap, gdzie zadania najczęściej czekają, kto lub co jest potrzebne do przejścia dalej oraz ile spraw dana osoba lub stanowisko jest w stanie rzeczywiście obsłużyć.
Szczególnie ważne są miejsca, w których pojawiają się zaległości. Jeżeli przed jednym etapem regularnie znajduje się dziesięć oczekujących zadań, a przed pozostałymi nie ma żadnych, jest to bardzo mocny sygnał, że właśnie tam znajduje się ograniczenie. Kolejnym krokiem powinno być sprawdzenie, ile czasu wąskie gardło przeznacza na czynności rzeczywiście wymagające jego udziału. Czasami już samo usunięcie z tego miejsca zbędnych zadań pozwala znacząco zwiększyć przepustowość firmy bez zatrudniania nowych osób.
Najważniejsze pytanie nie brzmi: kto pracuje za wolno?
Myślenie o wąskich gardłach zmienia sposób patrzenia na problemy organizacji. Zamiast próbować poprawiać efektywność każdego pracownika, działu i procesu jednocześnie, firma zaczyna szukać miejsca, które w największym stopniu wpływa na końcowy rezultat.
Jeżeli ograniczenie znajduje się w jednym punkcie, poprawienie dziesięciu innych może nie przynieść zauważalnego efektu. Usprawnienie właśnie tego jednego miejsca może natomiast wpłynąć na funkcjonowanie całej organizacji. Dlatego kiedy pojawiają się opóźnienia, rosną kolejki zadań albo zespół pracuje coraz więcej, ale nie przekłada się to na większą liczbę zrealizowanych zamówień, nie warto zaczynać od pytania, jak wszyscy mogą pracować szybciej.
Lepiej zapytać: gdzie dokładnie zatrzymuje się przepływ pracy?
To właśnie tam najprawdopodobniej znajduje się wąskie gardło. I to od tego miejsca warto rozpocząć zmianę.
Artykuł powstał na podstawie koncepcji przedstawionych w książce „Cel” Eliyahu M. Goldratta. Autor pokazuje w niej, jak spojrzenie na firmę przez pryzmat ograniczeń i wąskich gardeł pomaga lepiej zrozumieć, dlaczego niektóre procesy nie działają tak sprawnie, jak powinny.
