Nie kontroluj czasu pracy. Zarządzaj efektami
W wielu firmach wciąż funkcjonuje przekonanie, że dobry pracownik to taki, którego można zobaczyć przy biurku od określonej godziny i który przez cały dzień pozostaje dostępny dla przełożonego. W pracy zdalnej ta potrzeba kontroli często przyjmuje inną formę. Pojawiają się częste wiadomości z pytaniem o postęp, obowiązek raportowania każdej czynności, rozbudowane zestawienia czasu pracy albo spotkania organizowane głównie po to, aby sprawdzić, czy wszyscy pracują.
Problem polega na tym, że obecność nie jest tym samym co efektywność. Osiem godzin spędzonych przed komputerem nie oznacza automatycznie ośmiu godzin wartościowej pracy. Można być dostępnym przez cały dzień i jednocześnie nie dowozić najważniejszych rezultatów. Można też wykonać kluczowe zadanie w cztery godziny, a pozostały czas przeznaczyć na analizę, naukę lub przygotowanie kolejnych działań. Dlatego w tym artykule chcemy zachęcić do odejścia od zarządzania czasem na rzecz zarządzania efektami.
Daniel H. Pink w książce „Drive. Kompletnie nowe spojrzenie na motywację” pokazuje, że w przypadku pracy wymagającej wiedzy, kreatywności i samodzielnego myślenia tradycyjny system kontroli oraz zewnętrznych bodźców często nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Znacznie większe znaczenie mają autonomia, możliwość rozwijania kompetencji oraz poczucie sensu wykonywanej pracy. Pracownik nie musi być stale pilnowany, jeśli dobrze rozumie, czego się od niego oczekuje i za jaki rezultat odpowiada.
Kontrola często pojawia się tam, gdzie brakuje jasności
Menedżerowie nie zawsze kontrolują pracowników dlatego, że im nie ufają. Czasami powodem jest po prostu brak jasno określonych zasad współpracy. Jeśli nie wiadomo, co dokładnie oznacza dobrze wykonane zadanie, kiedy powinno być gotowe i po czym można poznać, że cel został osiągnięty, naturalnie pojawia się potrzeba ciągłego sprawdzania postępów.
W takiej sytuacji pracownik również zaczyna czuć się niepewnie. Nie wie, które zadanie jest najważniejsze, jak samodzielnie podejmować decyzje ani kiedy jego praca zostanie uznana za wystarczająco dobrą. W rezultacie częściej prosi przełożonego o akceptację, czeka na instrukcje i unika odpowiedzialności za decyzje. Paradoksalnie im więcej niejasności w organizacji, tym większe zapotrzebowanie na kontrolę.
Dlatego pierwszym krokiem do zwiększenia samodzielności zespołu nie powinno być hasło „dajmy ludziom więcej swobody”. Najpierw trzeba zbudować środowisko, w którym wiadomo, jaki efekt ma zostać osiągnięty, jakie są priorytety, gdzie znajdują się granice odpowiedzialności i jakie decyzje pracownik może podejmować samodzielnie.
Zamiast pytać „ile pracowałeś?”, zapytaj „co zostało zrealizowane?”
W tradycyjnym modelu zarządzania łatwo zmierzyć czas. Pracownik rozpoczął pracę o 8:00, zakończył o 16:00, uczestniczył w czterech spotkaniach i wysłał kilkanaście wiadomości. Wszystkie te informacje są policzalne, ale niewiele mówią o rzeczywistym rezultacie.
Znacznie trudniej, ale też znacznie rozsądniej, jest określić oczekiwany wynik pracy. Dla handlowca może nim być liczba wartościowych rozmów z potencjalnymi klientami lub osiągnięty poziom sprzedaży. Dla osoby zajmującej się marketingiem może to być przygotowanie i uruchomienie kampanii zgodnie z ustalonym terminem i celem. Dla specjalisty obsługi klienta rezultatem może być rozwiązanie określonego procentu zgłoszeń w ustalonym czasie i utrzymanie wysokiego poziomu satysfakcji klientów.
Nie oznacza to, że każdą pracę trzeba sprowadzać do jednego wskaźnika. Chodzi raczej o zmianę sposobu myślenia. Zamiast sprawdzać, czy pracownik przez cały dzień wykonuje kolejne czynności, warto określić, za jaki efekt odpowiada i według jakich kryteriów będzie oceniana jego praca.
Jasno zdefiniowany rezultat daje przestrzeń na autonomię
Autonomia, o której pisze Daniel H. Pink, nie oznacza braku zasad ani pełnej dowolności. Nie chodzi o sytuację, w której każdy robi to, na co ma ochotę. Autonomia pojawia się wtedy, gdy człowiek zna cel i może samodzielnie zdecydować, w jaki sposób najlepiej do niego dojść.
Wyobraźmy sobie pracownika, który ma przygotować ofertę dla ważnego klienta. W modelu opartym na kontroli przełożony może szczegółowo określić sposób wykonania zadania, kolejność działań, strukturę dokumentu i godziny pracy. Następnie będzie regularnie pytał o postęp. W modelu opartym na odpowiedzialności pracownik otrzymuje informacje o celu, terminie, najważniejszych wymaganiach oraz ograniczeniach, a sposób wykonania zadania pozostaje w dużej mierze po jego stronie.
Drugi model wymaga większego zaufania, ale jednocześnie rozwija odpowiedzialność. Pracownik przestaje być wykonawcą instrukcji, a zaczyna być osobą odpowiedzialną za rozwiązanie problemu. Taka zmiana może mieć ogromne znaczenie dla motywacji, szczególnie wśród doświadczonych specjalistów.
Odpowiedzialność nie istnieje bez możliwości podejmowania decyzji
Firmy czasami deklarują, że oczekują od pracowników odpowiedzialności, ale jednocześnie nie dają im prawa do podejmowania decyzji. Każdy większy krok musi zostać zaakceptowany przez przełożonego, nawet drobne odstępstwo od procedury wymaga konsultacji, a pracownik szybko uczy się, że bezpieczniej jest pytać niż działać.
W takim środowisku trudno oczekiwać prawdziwej samodzielności. Odpowiedzialność powinna iść w parze z odpowiednim poziomem decyzyjności. Jeśli pracownik odpowiada za konkretny wynik, musi również wiedzieć, w jakim zakresie może samodzielnie wybierać sposób działania.
Nie oznacza to całkowitego braku kontroli. Rolą menedżera nadal jest ustalanie kierunku, monitorowanie najważniejszych rezultatów, reagowanie na problemy i wspieranie zespołu. Zmienia się jednak punkt ciężkości. Kontrola przestaje dotyczyć każdej czynności, a zaczyna dotyczyć tego, czy zespół zmierza w stronę ustalonego celu.
W pracy zdalnej problem staje się jeszcze bardziej widoczny
Praca zdalna bardzo szybko ujawnia, które organizacje potrafią zarządzać wynikami, a które opierały zarządzanie przede wszystkim na fizycznej obecności pracowników. Kiedy nie można przejść przez biuro i zobaczyć, kto siedzi przy komputerze, część menedżerów próbuje odtworzyć ten sam model kontroli za pomocą narzędzi cyfrowych.
Pojawiają się wymagania dotyczące ciągłego statusu online, natychmiastowego odpowiadania na wiadomości, dodatkowych raportów, codziennych zestawień wykonanych czynności albo bardzo dużej liczby spotkań. W efekcie pracownik może spędzać sporą część dnia na udowadnianiu, że pracuje, zamiast po prostu wykonywać swoją pracę.
Znacznie skuteczniejsze jest ustalenie jasnych zasad współpracy. Zespół powinien wiedzieć, kiedy konieczna jest dostępność, które sprawy wymagają szybkiej reakcji, jakie są terminy, jakie rezultaty mają zostać osiągnięte oraz w jaki sposób monitorowany jest postęp. Dzięki temu pracownicy mogą lepiej organizować swój dzień, a przełożony nie musi stale sprawdzać, co robi każda osoba.
Dobre cele powinny być konkretne, ale nie przesadnie szczegółowe
Samo powiedzenie pracownikowi „odpowiadasz za sprzedaż” albo „masz poprawić marketing” nie daje wystarczającej jasności. Cel powinien pozwalać odpowiedzieć na pytanie: po czym za miesiąc, kwartał lub po zakończeniu projektu poznamy, że zadanie zostało wykonane dobrze?
Warto określić rezultat, termin oraz najważniejsze kryteria jakości. Jednocześnie nie trzeba opisywać każdej czynności prowadzącej do osiągnięcia celu. Jeśli firma definiuje zarówno wynik, jak i każdy krok do jego osiągnięcia, ponownie odbiera pracownikowi możliwość samodzielnego działania.
Dobry cel wyznacza kierunek, ale pozostawia przestrzeń na myślenie. Dzięki temu pracownik może wykorzystać swoje doświadczenie, poszukać lepszego rozwiązania i dostosować sposób pracy do konkretnej sytuacji.
Samodzielność nie oznacza zostawienia pracownika samego
Istnieje również druga skrajność. Niektórzy menedżerowie, chcąc zwiększyć autonomię, całkowicie wycofują się z bieżącej współpracy. Przekazują zadanie i oczekują gotowego efektu po kilku tygodniach. Jeśli pojawiają się problemy, pracownik może zostać z nimi sam.
To nie jest autonomia, tylko brak wsparcia. Dobry menedżer nadal pozostaje dostępny, pomaga usuwać przeszkody, przekazuje informacje zwrotne i umożliwia konsultację trudnych decyzji. Różnica polega na tym, że nie przejmuje zadania i nie narzuca sposobu wykonania każdego kroku.
W dobrze zarządzanym zespole pracownik powinien mieć poczucie, że może poprosić o pomoc, ale nie musi prosić o zgodę na każdą decyzję. Taka równowaga pozwala jednocześnie budować bezpieczeństwo i odpowiedzialność.
Im lepszy specjalista, tym bardziej odczuwa mikrozarządzanie
Doświadczeni pracownicy zwykle szczególnie źle reagują na nadmierną kontrolę. Jeśli firma zatrudnia specjalistę ze względu na jego wiedzę i doświadczenie, a następnie dokładnie instruuje go, jak powinien wykonywać każde zadanie, szybko pojawia się frustracja.
Ciągłe sprawdzanie może być odbierane jako sygnał braku zaufania. Z czasem pracownik może przestać proponować nowe rozwiązania, ograniczyć inicjatywę i skoncentrować się na spełnianiu oczekiwań przełożonego. W skrajnych przypadkach organizacja zatrudnia bardzo kompetentnych ludzi, a następnie tworzy system, który nie pozwala im korzystać z tych kompetencji.
Z perspektywy koncepcji opisanych przez Daniela H. Pinka jest to szczególnie istotne. Ludzie wykonujący złożoną pracę często potrzebują poczucia wpływu na sposób działania. Możliwość podejmowania decyzji zwiększa zaangażowanie i pozwala rozwijać mistrzostwo w swojej dziedzinie.
Jak przejść od kontroli czasu do zarządzania wynikami?
Zmiana nie musi zaczynać się od całkowitej przebudowy organizacji. Można rozpocząć od jednego zespołu lub nawet jednego projektu. Zamiast szczegółowo rozpisywać czynności, warto wspólnie ustalić oczekiwany rezultat, termin oraz kryteria oceny. Następnie trzeba określić, które decyzje pracownik może podejmować samodzielnie i w jakich sytuacjach powinien skonsultować się z przełożonym.
Pomocne są również regularne, ale krótkie rozmowy dotyczące postępów. Ich celem nie powinno być sprawdzanie, czy pracownik jest zajęty. Znacznie lepsze pytania brzmią: co udało się osiągnąć, co blokuje dalszą pracę, czego potrzebujesz od zespołu lub przełożonego i jakie są kolejne kroki?
W ten sposób menedżer nadal posiada informacje o sytuacji, ale nie musi kontrolować każdej czynności. Pracownik natomiast otrzymuje jasność, wsparcie i przestrzeń do samodzielnego działania.
Jasność jest jednym z warunków zaufania
Często mówi się, że dobry zespół powinien opierać się na zaufaniu. Trudno jednak zbudować zaufanie wyłącznie na deklaracjach. Znacznie łatwiej rozwija się ono w środowisku, w którym każdy wie, za co odpowiada, jakie są cele i według jakich zasad podejmowane są decyzje.
Jasność ogranicza nieporozumienia, zmniejsza liczbę niepotrzebnych konsultacji i pozwala pracownikom działać szybciej. Jednocześnie ułatwia rozliczanie z rezultatów. Jeśli efekt został wcześniej zdefiniowany, rozmowa o wykonaniu pracy nie musi opierać się na subiektywnym wrażeniu menedżera.
Najlepsi pracownicy nie potrzebują przełożonego, który przez cały dzień sprawdza, czy pracują. Potrzebują wiedzieć, dokąd zmierzają, dlaczego dany cel jest ważny i za jaki rezultat odpowiadają. Kiedy te elementy są jasne, kontrola może zostać zastąpiona odpowiedzialnością, a obecność przy biurku przestaje być najważniejszą miarą zaangażowania.
Dla firm działających zdalnie i hybrydowo może być to jedna z najważniejszych zmian w sposobie zarządzania. Zamiast próbować kontrolować każdą godzinę pracy, warto stworzyć system, w którym pracownik dokładnie wie, czego się od niego oczekuje, ma przestrzeń do samodzielnego działania i może być oceniany przede wszystkim na podstawie efektów swojej pracy.
